Słońce dopiero przebijało się przez korony drzew, gdy zwodowaliśmy kajaki na rzece Redzie. Już po kilku minutach było jasne, że to nie będzie spokojna, leniwa wycieczka. Reda od pierwszych metrów pokazała swój charakter – wartki nurt, liczne meandry i przeszkody wymagające ciągłej koncentracji. Na niektórych odcinkach nurt wyraźnie przyspiesza, a kajak dosłownie sam wyrywa się do przodu.

Najwięcej emocji dostarczyły progi wodne, które wielu kajakarzy określa mianem „małych wodospadów”. Szum wody było słychać już z daleka. Serce zaczynało bić szybciej, gdy zbliżaliśmy się do spadku, a po chwili kajak z impetem wpadał w spienioną wodę. Chlapiące fale, adrenalina i okrzyki radości sprawiały, że każdy taki przejazd dawał ogromną dawkę emocji. Reda słynie właśnie z progów, wirów i bardziej dynamicznego charakteru niż wiele innych pomorskich rzek kajakowych.

Trasa prowadziła przez dzikie zakątki Kaszub. Wysokie drzewa pochylały się nad wodą, a liczne zakręty wymagały szybkich reakcji i sprawnego manewrowania. Co chwilę pojawiały się nowe wyzwania – zwalone pnie, bystrza i wąskie przesmyki. Nie było miejsca na nudę.

Najlepsze było jednak połączenie adrenaliny z pięknem natury. Chwilę po emocjonującym przejeździe przez próg wodny wpływaliśmy na spokojniejszy odcinek, gdzie można było złapać oddech i podziwiać malownicze krajobrazy doliny Redy. Ta zmienność sprawia, że spływ jest wyjątkowy – raz walczysz z nurtem, a chwilę później płyniesz w ciszy, otoczony zielenią.

Po kilku godzinach na wodzie byliśmy zmęczeni i jednocześnie zachwyceni. Po siedmiu kilometrach wiosłowania zregenerowaliśmy się przy ognisku, zjadając przyrządzone przez Nas kiełbaski.

Reda okazała się rzeką pełną charakteru – dynamiczną, nieprzewidywalną i dostarczającą solidnej dawki adrenaliny. Dla osób szukających czegoś więcej niż spokojnego rekreacyjnego spływu, to jedna z najciekawszych kajakowych przygód na Pomorzu.