Pewnie większość z Was nie wie, ale o czwartej nad ranem o tej porze roku jest już całkiem widno. Przekonało się o tym kilkadziesiąt osób z naszej szkoły, które w poniedziałkowy poranek stawiło się pod szkołą, aby „zapakować się” do autokaru i wyruszyć w daleką podróż na południe naszego kraju

Naszym pierwszym przystankiem był Kraków, gdzie czekał na Nas smok ziejący ogniem. Była tam również Pani przewodniczka, która zamiast ogniem częstowała nas wiedzą historyczną i legendami. Spacer po Wawelu i okolicach dostarczył mnóstwo pięknych widoków i ciekawostek. Było miło, ale po wysłuchaniu hejnału czas wracać na trasę. Najlepsze (chyba?) wciąż czekało kawałek dalej.

Trochę ponad dwie godziny później dotarliśmy do naszej bazy noclegowej. Ząb – tak nazywa się najwyżej położona miejscowość w Polsce, w której spędziliśmy trzy kolejne noce. Niedaleko naszego ośrodka mieszka polski multimedalista olimpijski Kamil Stoch. Nie mieliśmy wyjścia – z takim sąsiedztwem musieliśmy mierzyć wysoko.

Dzień zaczęliśmy oczywiście od śniadania. Potem szybkie pakowanie plecaków na drogę i do autokaru. Cel Kuźnica, a dalej szlak na Halę Gąsienicową i Czarny Staw. Pogoda sprzyjała a coraz piękniejsze widoki przywracały siły do dalszej wędrówki. Uwierzcie, zdjęcia nie oddadzą tego, co widzieliśmy na żywo. Nasza grupa była naprawdę bardzo dobrze zorganizowana, a tempo marszu zaskoczyło nawet Pana przewodnika. Zostało nam sporo nadprogramowego czasu, dlatego wybraliśmy się jeszcze na słynne Krupówki. W świetnych humorach wracamy do ośrodka. Czas na trochę odpoczynku i integrację. Ale nie ma co siedzieć zbyt długo, kolejnego dnia również ruszyliśmy na szlak.

Prognozy na ten dzień nie były optymistyczne. Po porannych opadach wyszło jednak trochę słońca, które na pewno dodało otuchy podczas kolejnej wyprawy. Nogi były zmęczone po poprzednim dniu, ale marudnych głosów (prawie :)) nie było słychać. Tego dnia naszym celem był jeden ze szczytów górskich – Sarnia Skała – z której rozciąga się piękny widok na Giewont – jedną z wizytówek Zakopanego. Po drodze mieliśmy okazję zobaczyć wodospad Siklawica, znajdujący się w górnej części Doliny Strążyskiej, przez którą wędrowaliśmy do naszego szczytu. Sarnia Skała wznosi się na wysokość 1378 metrów, więc żeby wejść na sam szczyt trzeba było włożyć trochę wysiłku. Na szczęście widoki zrekompensowały trudy wyprawy.

I znów: „żadne zdjęcie nie odda tego co zobaczycie na żywo”. Zmęczenie gdzieś znika, gdy patrzy się na piękno otaczającej przyrody. Powrót piękną trasą przez Dolinę Białego kończy naszą górską podróż. Ale to nie koniec atrakcji. Kilku śmiałków zdecydowało się na wjazd na Wielką Krokiew – skocznię narciarską – na której możemy zobaczyć jak piękny a zarazem przerażający dla wielu widok mają przed startem skoczkowie narciarscy. Jeszcze szybka wizyta na Krupówkach i wracamy do ośrodka.

Dzień kończymy przy ognisku. Mając przed sobą piękny widok na Tatry pieczemy kiełbaski, gramy i śpiewamy a przede wszystkim świetnie się bawimy. Tym samym żegnamy się z górami, ale to nie koniec przygód na wysokościach.

Ostatni dzień wycieczki zaczynamy wcześnie, chcemy jak najszybciej dostać się do ostatniego punktu naszej wyprawy. A co to? Jedni ją kochają, jedni nienawidzą, ale jedno trzeba jej przyznać, Energylandia ma w sobie to „coś”. Kilka godzin ekstremalnej „zabawy” dopełniło nasz wyjazd. Akurat w tym przypadku zdjęcia oddają wszystkie towarzyszące emocje 🙂 Przed nami była jeszcze tylko podróż do szkoły. Czy wiecie, że o tej porze roku o 03:20 też jest już widno?